„Romantyczna katastrofa” Urszula Gajdowska – Recenzja książki pełnej humoru i miłosnych perypetii
Witajcie
Myślicie, że warto się rozwieść? Czy może jednak lepiej ratować małżeństwo i spróbować posklejać to, co się popsuło?
Nie jestem zwolenniczką rozwodów, ale myślę, że do każdego małżeństwa należy podejść indywidualnie. Coraz częściej przyznaję rację tym, którzy decydują się na rozstanie. Bo czy warto żyć z kimś, kto już nic dla nas nie znaczy? Czy warto spędzić resztę życia u boku osoby, której nie kochamy? Wiele takich pytań pojawiało się w mojej głowie, kiedy zaczęłam czytać „Romantyczną katastrofę” Urszuli Gajdowskiej. Z każdym kolejnym rozdziałem przybywało nowych wątpliwości, a moje myśli zaczęły podążać w zupełnie innym kierunku.
Romantyczna katastrofa - Urszula Gajdowska
Agata to pisarka w kwiecie wieku, która zupełnie nie czuje się staro, choć o jej wieku można wnioskować po tym jak duże ma dzieci. Córka Gabrysia jest już niemal dorosła, właśnie kończy klasę maturalną, a syn Konrad jest od niej nieco młodszy. Jest też mąż Waldemar, który wprawdzie nie ma nic do rzeczy, jeśli chodzi o wiek Agaty, ale wciąż jest obecny w jej życiu. Jeszcze mąż, choć jedynie na papierze, przewija się w domu, zdecydowanie bardziej niechciany niż chciany.
Agata pozwala mu nocować u siebie, chociaż doskonale wie, że najprawdopodobniej wrócił właśnie od kochanki. Ich małżeństwo, można powiedzieć, że skończyło się już dawno temu. Zanim jednak ostatecznie postawią na nim kropkę, muszą przejść przez kilka etapów, między innymi separację.
Trudno mieszkać z kimś, kogo właściwie już się nie toleruje, a na pewno od dawna nie kocha. Dlatego Agata wraz z dziećmi wyjeżdża na wieś do rodziców. Rozpoczynające się lato idealnie się do tego nadaje. Jej plany zawodowe również sprzyjają małemu urlopowi, więc cała trójka pakuje się do samochodu naszej bohaterki i wyrusza na Podlasie, do dworku należącego do jej rodziców.
Dawno pozostawione życie i dawna miłość dają o sobie znać szybciej, niż Agata przypuszcza. Do tego dochodzi jej skłonność do przyciągania nietypowych, a chwilami wręcz zabawnych sytuacji, co tworzy całkiem niezłą mieszankę wybuchową.
Czy stara miłość nie rdzewieje? Czy wypada kobiecie, która nie jest jeszcze po rozwodzie, wdawać się w romans? A może Agata wyjedzie z Podlasia i wróci do męża? Pytania pojawiały się ze strony na stronę, ale to nie tylko główna bohaterka rozbudzała moją wyobraźnię. Jej córka to niezłe ziółko, do tego odziedziczyła po mamie całkiem spore predyspozycje do przyciągania nietypowych sytuacji, w których nie zawsze pokazuje się z najlepszej strony.
Romantyczna katastrofa - Urszula Gajdowska
Romantyczna katastrofa - moje wrażenia
Na moim blogu i w mediach społecznościowych zazwyczaj znajdziecie książki obyczajowe, czasem poradniki, a niekiedy, choć rzadko, kryminały, które swoją drogą bardzo lubię. Już dawno nie pojawił się u mnie żaden romans, a muszę przyznać, że od pewnego czasu miałam ochotę na coś, co przyspieszy bicie serca i rozbudzi wyobraźnię. Dodatkowo od dawna chciałam poznać twórczość Urszuli Gajdowskiej, dlatego kiedy tylko nadarzyła się okazja, bez wahania po nią sięgnęłam. Bez żadnych szczególnych oczekiwań zabrałam się za pierwszą z dwóch części tej historii.
Na samym początku poznajemy Agatę, główną bohaterkę, i jej rodzinkę. Waldemara oczywiście nie polubiłam, no bo jakby inaczej? Właściwie od początku miałam wrażenie, że po prostu przeszkadza w tym domu. Po co przedłużać coś, co raczej nie ma już szansy się naprawić? W tym przypadku chciałam, żeby to małżeństwo jak najszybciej się rozpadło, bo wszyscy tylko się męczyli. Zarówno małżonkowie, jak i dzieci, choć te są już całkiem duże.
Początkowo, muszę się do tego przyznać, nie mogłam do końca wgryźć się w tę historię. Nie byłam jeszcze przyzwyczajona do stylu pisania autorki, zupełnie innego niż w przypadku innej pisarki, której dwie książki czytałam wcześniej. Jednak z rozdziału na rozdział coraz bardziej zatapiałam się w opowieści. Jak tylko bohaterowie wyjechali na wieś, poczułam, że jestem w domu.
Malownicze widoki, piękny, stary dworek, podlaska wieś, konie i ta nutka romantyzmu, która przeplatała się z humorem. Zarówno matka, jak i córka potrafią zrobić z siebie niezłe widowisko, co dodatkowo ubarwia całą historię.
Czy warto poddać się miłości sprzed lat? Czy warto wchodzić drugi raz do tej samej rzeki? Agata początkowo się wzbrania, ale sytuacja zaczyna rozwijać się własnym torem, a ona coraz trudniej potrafi oprzeć się temu, co przynosi jej życie.
Romantyczna katastrofa - Urszula Gajdowska Romantyczna katastrofa - Urszula Gajdowska
Przez cały czas czytania towarzyszyła mi jedna myśl: czysta rozrywka. Dla mnie właśnie taka była „Romantyczna katastrofa”. Oczywiście autorka w sprytny sposób przemyca również trudniejsze i ważne wątki, nad którymi warto się zatrzymać. Dotyczą one zarówno codziennych problemów, jak i sytuacji, które wydają się mniej typowe, ale przecież i takie potrafią przydarzyć się w życiu.
Mimo wszystko ta przygoda z książką była dla mnie przede wszystkim lekką, przyjemną i pełną humoru rozrywką, która towarzyszyła mi przez pierwsze dni października. Choć na kartach powieści czuć lato i ciepłe promienie słońca na skórze, ja, w jesiennej aurze, bawiłam się znakomicie, zatapiając się w tej historii.
To książka przyjemna w odbiorze, pełna zabawnych sytuacji, do której chciało się wracać, by sprawdzić, co tym razem wymyślą Agata i Gabrysia. Jest romantycznie, ale nie brakuje również obyczajowej codzienności, a takie połączenie bardzo mi odpowiada.
Najbardziej podobały mi się lekkość tej opowieści i bijące z niej rodzinne ciepło. To historia o miłości, rodzinie, drugich szansach i życiowych zakrętach, ale opowiedziana w taki sposób, że zamiast przytłaczać, poprawia humor.
„Romantyczna katastrofa” przypomina, że życie rzadko układa się zgodnie z naszymi planami. Czasami największy bałagan prowadzi nas dokładnie tam, gdzie powinniśmy się znaleźć. To idealna propozycja na chwilę, kiedy mamy ochotę na sporą dawkę humoru, rodzinną atmosferę, romantyczne perypetie i bohaterów, którzy zdecydowanie nie potrafią przejść obok siebie obojętnie.
Polecam na te słoneczne, jesienne popołudnia. Jeśli lubicie lekkie, pełne humoru książki z nutką refleksji nad życiem, „Romantyczna katastrofa” Urszuli Gajdowskiej może Wam się spodobać.
Ja zabieram się za chwilę za drugą część, czyli „Ślubną katastrofę”. Jestem ciekawa, co jeszcze przygotowała dla swoich bohaterów autorka.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina.
Komentarze
Prześlij komentarz