Blanka Turska - Gdy ucichnie echo braw / Recenzja książki

 Witajcie 

 

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jaką drogę przechodzi sportowiec?

My odbiorcy, widzimy tylko widowisko efekt końcowy, podium, brawa i fajerwerki. Tym bardziej ktoś, kto nie miał nigdy do czynienia ze sportem nie wyobraża sobie ile trzeba przejść, poświęcić i jaką drogę przemierzyć, by dotrzeć do końcowego etapu.

Dla nas liczy się tylko show, to co widzimy w telewizji czy na żywo, jeśli mamy taką możliwość. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Wydaje mi się, że dostrzegam trud, jaki ktoś przechodzi, czuję, że musi walczyć z otoczeniem, ale przede wszystkim ze sobą. Tak mi się przynajmniej wydawało. Nikt tak naprawdę nie może wejść w skórę sportowca.  Nie wiesz ile musi poświęcić taka osoba by wygrać ten jeden start. A jeśli wygrywa ich wiele? Co musi zrobić, by tam dotrzeć?

 

Blanka Turska - Gdy ucichnie echo braw / Recenzja

 

Blanka Turska to ambitna, niezłomna i niezwykle zdeterminowana kobieta, która konsekwentnie dąży do realizacji swoich celów. Jej życie od zawsze związane jest ze sportem, który stanowi dla niej naturalne środowisko i źródło wartości takich jak wytrwałość, dyscyplina oraz siła charakteru. Dzięki licznym wyzwaniom, którym stawia czoła, nieustannie przekracza własne granice i schematy, rozwijając swoją osobowość oraz odporność psychiczną.

Zdobyte doświadczenia ukształtowały ją jako osobę silną, odważną i gotową dzielić się swoją wiedzą oraz energią z innymi. Każde nowe przedsięwzięcie traktuje jako okazję do nauki i rozwoju, co pozwala jej osiągać kolejne sukcesy.

Z wykształcenia jest pedagogiem ze specjalizacją w terapii pedagogicznej oraz psychologii sportu. Posiada również kwalifikacje coacha, mediatora sądowego i pozasądowego, menedżera sportu oraz trenera II klasy.

Jej kariera sportowa obejmuje różnorodne dyscypliny od jeździectwa (2001–2017) przez drifting (2016–2025) aż po strzelectwo dynamiczne IPSC, które uprawia od 2025 roku.

Blanka Turska to przykład osoby, która dzięki determinacji, pasji i konsekwencji nieustannie sięga po więcej, inspirując innych do działania i rozwoju.

 

Blanka Turska - Gdy ucichnie echo braw / Recenzja

Blanka Turska - Gdy ucichnie echo braw / Recenzja

Blanka Turska - Gdy ucichnie echo braw / Recenzja


 

Jakiś czas temu postanowiłam zrobić sobie przerwę od recenzowania książek „na czas”. Chodziło o to, by nie przytłaczać się presją, jaką dają ostatnio wydawnictwa. Pierwszy pomysł był taki, by wylogować się całkowicie. Znając siebie, wiedziałam, że w tym nie wytrwam. Przystałam więc na to, by nie brać sobie tyle na głowę, a czytać dla siebie i pisać dalej, choć już nie na siłę. Wiem, miałam takich epizodów już wiele. Widocznie co jakiś czas muszę zwolnić.

Gdy ucichnie echo braw” miało czekać na swoją kolej. Na czas, kiedy odetchnę od natłoku i znajdę chwilę, by wrócić do recenzowania. Jednak jak tylko otworzyłam przesyłkę, swoją drogą zaskakującą, bo znalazłam w niej nie tylko lekturę, ale i piękną filiżankę, czułam, że muszę zacząć czytać tę książkę od razu. Nietuzinkowa okładka, prawdziwa, zachęcająca do odkrycia, co też stoi za tak zagadkowym tytułem.

Zawsze miałam problem ze sportem, teraz też nie jest lepiej. Siedząca praca tylko rozleniwia, więc pomyślałam, że książka o zmaganiach sportowca będzie dobrą motywacją do działania. Jakże kolejny raz pomyliłam się co do treści. Ogromna dawka wiedzy, ale nie tylko motywującej do ruchu, tutaj czerpałam też lekcję dla głowy.

Autorka zaprasza nas do swojego świata pełnego mroku, ale też dyscypliny i samozaparcia. Niespotykane było dla mnie, jak wiele potrafiła przekazać słowami, które kryły w sobie wiele metafor. Chwilami bardzo osobista, ale były też takie opisy, przy których czułam, że nie chce zdradzać wszystkiego do końca.

O zmaganiu się z samym sobą, z otoczeniem, z czasem. Podejmowanie decyzji, których nie pochwalają najbliżsi, staje się trudne i czasem skutkuje tym, że podejmuje się je nie w zgodzie ze sobą. Co oczywiście pokazuje swoje konsekwencje w przyszłości.

Niewiarygodne dla mnie było wstawanie o czwartej rano, by zrobić trening, kiedy prawie cała noc była nieprzespana przez małe dziecko. Pamiętam, jaka byłam zmęczona, kiedy moi chłopcy byli mali. Dla mnie sen jest niemal najważniejszy, ale jeśli ktoś ma w sobie tak wielką determinację, by inny cel był ważniejszy, to sen odchodzi na drugi plan.

Trenowanie koni przy bliższym poznaniu okazuje się dość trudną dyscypliną. Wiele wymagań, wiele trudności, kontuzji i presji z tym związanych. Myślę, że lata, które poświęciła autorka na ten kawałek życia, dały jej wiele lekcji, ale też pokazały, że czasem mimo najszczerszych chęci warto odpuścić.

Lekcja za lekcją w sporcie i w życiu. Droga jaką trzeba przejść, by zrozumieć pewne rzeczy. Dokąd tak biegniemy? Gdzie nam się tak spieszy? Dotarcie do celu to tylko kolejny etap, by postawić przed sobą następny.

Nasunęło mi się wiele refleksji podczas czytania, w tej chwili zapewne nie przypomnę sobie wszystkich, ale jedna utkwiła mi w głowie. Kiedy tak biegniemy, a czasem nawet pędzimy i nie mamy chwili wytchnienia, organizm i tak upomni się o swoje. Jesteśmy tak skonstruowani, że musimy się regenerować i odpoczywać by móc iść dalej. Zawsze organizm upomni się o swoje, jeśli ty nie dasz mu czasu na odpoczynek on sam sobie go weźmie. W tym przypadku również tak było. W tym całym biegu, w ściganiu się z samym sobą, w końcu przyszła chwila, że śmierć pogroziła palcem i zaśmiała się szyderczo "jesteś już blisko"... Niektórym się udaje, wtedy nastaje czas refleksji, oddechu i zatrzymania. Nowa lekcja i nowy cel.

Człowiek musi mieć cel w życiu bez niego wszystko traci sens. Każdy musi czuć, że jest potrzebny, że ma po co wstawać rano. Musimy zadbać o to, by cel był tak fascynujący, że nie będziemy mogli doczekać się poranka.

Bardzo podobała mi się też wzmianka o tym, że ludzie, którzy mówią, że kochają siebie takimi, jacy są, ale swoim wyglądem i zachowaniem pokazują coś innego, często szukają zwyczajnie wymówki. Kochanie siebie to dbanie o siebie: o zdrowie, ruch, głowę, jedzenie. Akceptacja siebie nie oznacza braku wyzwań to nieusprawiedliwienie dla stagnacji. Dokładnie tak myślę. Wiem, że jestem leniwa, bo mogłabym więcej, a jednak wybieram wygodę.

 

Blanka Turska - Gdy ucichnie echo braw / Recenzja

 

Ogromna dawka lekcji życiowych i mentalnych wraz z przykładami, ćwiczeniami i motywacją. Chwilami czułam ból i smutek, który bił ze stron tej książki, ale za każdym razem przychodziła nauka, która pokazywała nową odsłonę siebie.

Zazdrościłam tego, jak wiele osób spotkała autorka od których mogła się uczyć, czerpać i rozwijać. Człowiek wtedy zupełnie inaczej patrzy na świat. Choć przypomniał mi się teraz Jacek Walkiewicz, który mówi, że każda osoba ma nas czegoś nauczyć  nawet jeśli początkowo wydaje się, że nas irytuje lub nudzi.

Podobały mi się cytaty zawarte w książce. Uwielbiam takie głębokie przesłania, czasem jednozdaniowe, a mówiące więcej niż tysiąc słów. Zaskoczyła mnie też wzmianka o czterolistnych koniczynkach. Teraz już wiem, czemu znalazła się w książce. Rozdział o używkach tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że nie są nam potrzebne w życiu. 

Gdy ucichnie echo braw to nie jest typowa książka o sporcie, o tym, co zrobić, by wstawać rano i biegać. Tutaj jest wiele głębi. Autorka nie daje gotowych rozwiązań pokazuje, że można, ale to my jesteśmy aktorami naszego życia. To my musimy ułożyć plan, który pozwoli nam dotrzeć do miejsca, w którym chcemy być.

Jeśli wiemy, dokąd zmierzamy to już połowa sukcesu. Potem należy działać.

Znajdziemy tutaj wiele osobistych przeżyć, ale też wskazówki, które dla sportowca pozwolą poukładać chaos w głowie. Ja sportowcem nie jestem, ale uwielbiam pracę nad sobą mentalnie. Lekcje i ćwiczenia, które przybliżają mnie i moją głowę do lepszej wersji samej siebie, to coś, co uwielbiam. Tutaj znalazłam tego ogrom. Nie spodziewałam się, że aż tyle wyciągnę z doświadczenia autorki.

Polecam z całego serca każdemu nie tylko tym, którzy mają sport w swoim życiu na co dzień.

 

Blanka Turska - Gdy ucichnie echo braw / Recenzja

Komentarze

Copyright © Domowy Klimacik