Michał Śmielak - Śnieg Przykryje / Recenzja książki
Witajcie
Zanim przejdę do kilku słów na temat książki Śnieg Przykryje autorstwa Michała Śmielaka muszę się z Wami podzielić kilkoma wnioskami na temat sposobu czytania, a raczej słuchania.
.png)
Michał Śmielak - Śnieg Przykryje / Recenzja książki
E-booki? Audiobooki? Czy papier? Co zazwyczaj wybieracie? Dla mnie od zawsze i raczej na zawsze papier będzie najważniejszy! Trzymanie w dłoniach książki, przewracanie kartek, zapach, który temu towarzyszy, wszystkie te bodźce, które są jednością przy czytaniu dla mnie odgrywają ważną rolę. To wszystko sprawia, że pamiętam książkę bardziej, a nawet przypominam sobie o niej w niektórych sytuacjach po latach właśnie przez zapach, który pojawi się przypadkowo.
Próbowałam audiobooka kilka razy i mimo, że udało mi się wysłuchać kilku to nie zawsze lektor przypasuje. Jedna wysłuchana od początku do końca z zaciekawieniem, gdzie drugą odrzuciłam całkowicie nie mogąc znieść czytania lektorki, która zbyt mocno wbijała mi się w głowę. Potem nie przedłużyłam subskrypcji i po prostu porzuciłam próby słuchania książek w aplikacji.
E-booki to dla mnie trochę bezsensowne, ponieważ chce jak najczęściej odpoczywać od ekranu, a tutaj to byłoby wręcz odwrotne. Czytnika nie mam i jakoś nie bardzo mnie ciągnie do tego by go kupić. W tej chwili...
Papier jest najważniejszy!
Choć zajmuje sporo miejsca, waży i kurzy się, to i tak będzie zawsze numerem 1.
Jednak nadszedł dzień, gdzie moja biblioteka zaoferowała swoim czytelnikom - Legimi. To dlaczego by nie skorzystać? Skoro jest taka możliwość? Sróbuję kolejny raz...
Takim o to sposobem na pierwszy ognień poszedł Śnieg Przykryje... Nie powiem, że było łatwo. Pierwsze kilka stron dla mnie nieco irytujące. Ciężko mi było przyzwyczaić się do głosu Pana Janusza Zadury, ponieważ to nie był mój głos w głowie, który zazwyczaj towarzyszy mi podczas czytania. Jednak po kilkunastu stronach, a potem po paru rozdziałach całkowicie przepadłam i wręcz pokochałam ten chrapliwy głos, który budował napięcie tak, że gęsia skórka pojawiała się znienacka.
❤❤❤
Dzień przed Wigilią, dwudziestego trzeciego grudnia wszyscy przygotowują się do spędzania tego czasu z rodziną. Ryszard jak co roku, zgodnie z tradycją wybiera się do Lasu Ponurego po choinkę, ale stamtąd nie wraca. Ślad po nim zaginął. Mimo poszukiwań rodziny, leśniczych, policji nie udaje się go znaleźć. Mija 25 lat, a Ryszard pojawia się po prostu w drzwiach swojego mieszkania i wprawia w stan osłupienia swoją żonę.
Całą sprawę przez te wszystkie lata prowadzi Piotr, syn zaginionego Ryszarda. Został policjantem, aby móc prowadzić dochodzenie i dowiedzieć się co stało się z jego ojcem wtedy w lesie, dwadzieścia pięć lat temu.
Podczas odkrywania niewiadomych sprzed lat wychodzą na jaw nowe fakty, które powoli łączą sprawę. Kto miał w tym wszystkim udział? Co wydarzyło się w lesie przed Wigilią w roku 1999? Dlaczego Ryszard wrócił właśnie teraz?
Czy śnieg przykryje to co miało zostać ukryte na zawsze?
Ależ to było dobre! Wtopiłam się bez najmniejszego problemu w tę historię. Z każdym rozdziałem odkrywałam kolejne wątki słuchając z zaciekawieniem co też nowego się tutaj pojawi. A pojawiało się niemało. Choroba Korsakowa o której słyszałam pierwszy raz tylko mnie utwierdziła w przekonaniu, że alkohol to zło i należy się go wystrzegać jak diabła wcielonego. Co u niektórych powoduje, że właśnie staje się diabłem i rodzina musi chodzić wokół niego na palcach. Ryszard jest właśnie kimś w rodzaju diabła, kata, który swoją rodzinę zmusza do życia pod jego dyktando. Wcale się nie dziwię, że trochę odetchnęli, kiedy go zabrakło choć nikt nie chciał się do tego przyznać.
Bycie w samym środku głowy alkoholika, słuchając jego myśli było czymś niespotykanym, jednocześnie nieprzyjemnym i chwilami miałam ochotę palnąć w łeb Ryszarda. Nieprzyjemne uczucie jedynie potęgowało ciekawość na to wszystko co miało się zadziać po kolei. My jako widz właśnie odkrywamy krok po kroku każdy element układanki, który nie jest nam znany do samego końca.
Całość biegnie dwutorowo. Mamy tutaj na zmianę rok 2024, 2025 i 1999, a także dziesięć lat później po wypadku i tak dalej. Jako wzrokowiec początkowo odrobinę gubiłam się w datach. Musiałam wracać do początku rozdziału i skupić się bardziej by wiedzieć, gdzie jestem. Później już wszystko samo się układało i z łatwością wiedziałam gdzie jestem aktualnie.
Nasunęły mi się pewne przemyślenia, kiedy słuchałam tej opowieści. Nikt nie rodzi się zły. To inni ludzie, wydarzenia i środowisko rodzi zło w człowieku. Ryszard nie był dobrym człowiekiem, a jego zachowanie zrodziło wiele nieprzyjemnych sytuacji. Jednak wcześniej "stworzył" go ojciec, a być może jeszcze wcześniej ojca dziadek i tak dalej. Wszystko ma swoje konsekwencje i cenę, ale jednocześnie jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie, za nasze uczynki, decyzje. Mimo, że czasem dzieciństwo nie jest idealne to od nas zależy jaka będzie dorosłość. Czy poddamy się fali myśli, że wszystko i wszyscy wokół są winni całego zła jakie się u nas dzieje czy bierzemy los w swoje ręce staramy się odwrócić bieg wydarzeń by życie stało się lepsze.
Jeśli czytaliście moje wcześniejsze recenzje czasem narzekałam na to, że książka przyszła do mnie w "nieodpowiednim" czasie. Chodzi o to, że świąteczną fabułę źle mi się czyta w okresie letnim, a w grudniu jakoś nie potrafię się wtopić w wakacyjne tło. Tutaj było zupełnie inaczej. Nie przeszkadzało mi to, że nie ma już śniegu, a na drzewach pojawiają się pierwsze pąki. Tutaj śnieg tak mnie pochłonął, że byłam w tym lesie w czasie zimy i czułam ten chłód, który czuli bohaterowie. Nie miałam najmniejszego problemu by przenieść się do roku 1999 i wczuć się w zimną, mroźną aurę. Sama fabuła była genialna, a dodatkowo Pan Janusz stworzył taki klimat, że włos się jeżył na głowie.
Podsumowując muszę przyznać, że słuchało mi się bardzo dobrze. Chodziłam ze słuchawkami przez ostatnie 3 dni w każdej wolnej chwili i nie mogłam przestać myśleć o tym jak wszystko w tej historii ułoży się w jedną całość. Myślę, że sama książka równie mocno by mnie wciągnęła, ale audiobook dał tę możliwość, że poznałam tę historię o wiele szybciej niż bym przeczytała. I jeszcze jedno, spacer w lesie już nigdy nie będzie taki sam...
Co mnie ucieszyło to posłowie autora na koniec. Już wspomniałam o tym przy okazji wcześniejszych recenzji, że uwielbiam, kiedy autor dzieli się z nami kilkoma słowami na temat tego jak książka powstała. Tutaj również się nie zawiodłam.
Polecam! Czytajcie, słuchajcie jaką tylko macie okazję...
Komentarze
Prześlij komentarz