środa, 10 stycznia 2018

Marta Matulewicz - recenzja książki DYLEMATY LAURY

369.


O tej książce dowiedziałam się od Sylwii, która bardzo ją chwaliła :) Kiedy pojawiła się szansa by przeczytać wspominaną lekturę nie wahałam się ani chwili i zgłosiłam chęć by otrzymać egzemplarz do recenzji. Ucieszyłam się, że jest to komedia, bo w czasie kiedy się za nią zabierałam bardzo potrzebowałam rozrywki.
Pojawił się mały problem... dla mnie, może dla innych nie.... Książka jest w wersji pdf i  choć próbowałam ją czytać w oryginalnej wersji to nie dałam rady.... :(
Cichaczem, kiedy mój mąż był w pracy zaczęłam drukować ;) Niestety nie wiedziałam, że będzie to aż tyle stron... sprzęt nie chciał dać z siebie wszystkiego, ale za to pech chciał, że mąż wrócił szybciej z pracy i przyłapał mnie na marnowaniu tuszu i kartek...





Czy faktycznie się zmarnowały? Czy żałowałam, że wydrukowałam aż tyle stron?
Kiedy zaczęłam czytać, pierwsze co pomyślałam to: o jak dobrze, że język jest taki lekki, będzie się przyjemnie czytało :) Przez przeprowadzkę musiałam ją często odkładać, nawet na kilka dni, ale wracałam do niej z przyjemnością....

O czym właściwie jest książka?

Główna i tytułowa bohaterka to Laura. Młoda dziewczyna, która zostawia wszystko za sobą i wyjeżdża do Londynu by zacząć nowe życie. Ma zamiar zatrzymać się u koleżanki, którą poznała w Polsce. Jest to komedia, więc od pierwszych stron można się spodziewać, że będą działy się "rozmaite akcje" ;), a to wszystko przez lekko zakręconą Laurę. Kiedy jest już na miejscu także nie pozwala czytelnikowi się nudzić, jak tylko jest trochę spokojniej to ona coś wymyśli tak żeby zaraz można było się pośmiać ;)  Oczywiście niczego nie robi specjalnie, samo tak jakoś jej wychodzi ;)
Nie wiem czy mam Wam zdradzać jakie to są przygody? Myślę, że odebrałabym całą zabawę podczas czytania tej przyjemniej komedyjki.Napiszę tylko, że jej niezamierzone przygody czasem kończą się przyjazdem straży pożarnej, a czasami policji, innym razem siniakiem na czole ;) Nie mogłabym wspomnieć też o tym, że będzie też trochę o miłości... romantycznej, z motylkami w brzuchu;)


Czyta się przyjemnie i lekko jak już wspominałam. Jest to fajna lektura na popołudnia i do pociągu albo na przerwy między lekcyjne na odstresowanie :) Myślę, że polubią się z nią zarówno młode osoby jak i Ci, którzy już do szkoły nie chodzą ;)

Tak więc czy żałowałam, że wydrukowałam tyle stron? Nie! I czekam z utęsknieniem na wydanie drukowane oraz kolejną część :)


Macie ochotę na komedię pełną przygód? Polecam Dylematy Laury :)

13 komentarzy:

  1. Książka wydaje się ciekawa. Na mnie już czeka mały stosik, które chciałabym przeczytać, ale jakoś nie mogę się zebrać. A co do do męża- oni zawsze wyczują moment , kiedy niespodziewanie wejść :) haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację ;), ale bez nich byłoby nudno ;)
      U mnie też trochę książek do przeczytania, tylko czasu zawsze za mało :)

      Usuń
  2. Nie pamiętam już kiedy tyle się śmiałam czytając książkę.
    Rewelacyjna komedia i również czekam na dalszą część ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie lekkie książki, chyba po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem lubię takie lekkie czytadła ale w sumie wolę coś z grozą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niby nie dla mnie, ale chyba potrzebuję czegoś lekkiego :) Być może przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha ha ha na takie zakończenie liczyłam :D Warto było drukować :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też bardzo nie lubię czytać książek na komputerze. Nie ma to jak słowo drukowane. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szalony pomysł z drukowaniem :) ale najważniejsze, że było warto.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
  9. Też nie przepadam za czytaniem na komputerze. Książka wydaje się ciekawa, lubię czasem przeczytać coś lżejszego ;)

    OdpowiedzUsuń