Natasza Socha - Tańczące Filiżanki / Recenzja
Witajcie
Dni biegną coraz szybciej, jakby ktoś skrócił nam dobę. A może to my mamy coraz więcej pożeraczy czasu? Rzeczy i obowiązków, które pochłaniają naszą uwagę bardziej, niż byśmy chcieli.
Przez ostatnie lata wyeliminowałam ogromną część rzeczy ze swojego świata, a także obowiązków, które zabierały energię, nie dając w zamian satysfakcji. Dziś nadal mam wiele spraw na głowie, ale przynajmniej od czasu do czasu znajduję swoją chwilę. Taką, w której mogę usiąść, spojrzeć przez okno i powiedzieć sobie: „Nie, teraz nic nie musisz. Po prostu posiedź i pobądź sama ze sobą”.
Za chwilę na moim życiowym liczniku wybije czterdzieści lat. Czterdzieści lat doświadczeń, zmagań z samą sobą i walki o lepsze jutro, które przecież wcale nie jest obiecane. Pewne jest tylko teraz, ta konkretna chwila. Wiek nauczył mnie, że nie warto gonić za czymś nieokreślonym. Czasem trzeba wybrać między tym, czego oczekują od nas inni, a tym, co jest dobre dla nas samych.
Z tymi wszystkimi przemyśleniami o życiu i lekkim buntem przeciwko uciekającemu czasowi wybieram dziś swoje lektury dużo bardziej świadomie. Premiera goni premierę, a ja choć bardzo bym chciała wiem, że nie dam rady przeczytać wszystkiego. I w końcu to zaakceptowałam, bez nieustannych wyrzutów sumienia.
Czasem jedno spojrzenie na okładkę albo jedno zdanie z opisu zapala we mnie niewidzialną lampkę. Taki drogowskaz mówiący: „To jest właśnie to, czego teraz potrzebujesz”. Niezliczoną ilość razy pisałam już, że wierzę, iż niektóre książki pojawiają się w naszym życiu nieprzypadkowo. Jakby to one wybierały nas, a nie my je. Właśnie w taki sposób po raz kolejny do mojego świata trafiły „Tańczące filiżanki”.
Natasza Socha - Tańczące Filiżanki / Recenzja książki
Yuki pewnego dnia, bez żadnego ostrzeżenia, straciła męża. Wyszedł rano z domu i już nigdy do niej nie wrócił. Przyjęła to, choć czuła ogromną pustkę. Wiedziała jednak, że musi nauczyć się żyć dalej.
Otworzyła niewielką herbaciarnię. Miejsce niemal niewidoczne dla świata, a jednak ludzie do niego trafiają, choć często sami nie wiedzą jak. Herbaciarnia Yuki jest wyjątkowa. Każdy stolik jest inny, panuje tu cisza, która mówi więcej niż słowa, a zasady są bardzo proste: jeśli chcesz napić się herbaty, musisz zostawić telefon w wyznaczonym miejscu. Jedni zgadzają się na to od razu, inni nie są gotowi i wychodzą.
Jest jeszcze jedna niezwykła zasada, która jakby stworzyła się sama. W herbaciarni zawsze przebywa tylko jeden gość. Jakby to miejsce miało czas wyłącznie dla niego i poświęcało mu całą swoją uwagę.
Właścicielka przygotowuje herbatę niespiesznie. Serwuje ją w filiżankach idealnie dopasowanych do odwiedzającej osoby i wybiera napar, który właśnie jej jest najbardziej potrzebny. Czas płynie tutaj inaczej. Człowiek zostaje sam ze sobą, ze swoimi myślami i z herbatą, która wycisza, łagodzi i pozwala po prostu być.
A przecież bycie sam na sam ze swoimi myślami nie zawsze jest łatwe. Czasem nie chcemy dopuścić do siebie tego, co nosimy w środku. Yuki pomaga swoim gościom, choć mówi niewiele. Pomaga im zatrzymać się, zrozumieć siebie i dostrzec to, z czym przyszli, choć początkowo sami często tego nie wiedzą.
Codziennie pojawia się jedna osoba. Codziennie inny stolik. Przypadkowi ludzie, każdy z własnym bagażem doświadczeń. A jednak coś ich łączy, choć początkowo nie potrafimy tego dostrzec. Z czasem wszystkie elementy zaczynają układać się w spójną całość.
Natasza Socha - Tańczące Filiżanki / Recenzja książki Natasza Socha - Tańczące Filiżanki / Recenzja książki
Tańczące filiżanki nie są książką, którą chciałam pochłonąć w jeden wieczór, choć wiem, że wiele osób właśnie tak ją przeczytało. Dla mnie była to lektura niespieszna, łagodna i cicha. Dokładnie taka, jakiej potrzebowałam.
Każdy bohater wnosi do tej historii coś swojego. Yuki stopniowo odsłania przed nami własną przeszłość. Opowiada o mężu, o przyjeździe do obcego kraju, o poznawaniu nowej kultury i budowaniu wspólnego życia. Sama doświadczona przez los, musiała odnaleźć się w świecie pełnym innych zwyczajów, znaczeń i sposobów patrzenia na rzeczywistość.
Ta historia pokazuje, że wiele można zrozumieć, nawet jeśli nie wszystko układa się tak, jakbyśmy chcieli. Dla mnie była to opowieść poruszająca serce. Trochę jak poradnik, ale napisany niezwykle subtelnie i ukryty pomiędzy losami bohaterów. Bywały momenty, gdy jedno zdanie mówiło więcej niż cały rozdział książki o rozwoju osobistym.
Bohaterowie są bardzo różni i każdy niesie własną historię. Autorka pokazuje wiele perspektyw i codziennych zmagań, które dla osoby przeżywającej dany problem są ogromnie ważne. Każdy ma swoje powody, by czuć i postępować właśnie tak, a nie inaczej.
Często wydaje nam się, że nie ma innego wyjścia. Każdy z nas żyje we własnym świecie i to, co dzieje się w naszej głowie, urasta do rangi najważniejszej sprawy. Zastanawiamy się, jak poradzić sobie z tym, co nas uwiera, nie zdając sobie sprawy, że bardzo często wpływamy również na życie innych ludzi. Historia, która dla nas wydaje się błaha i szybko odchodzi w niepamięć, dla kogoś obcego może stać się wydarzeniem zmieniającym całe życie.
Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, ile znaczą dla człowieka trauma, depresja czy rozwód. Jak bardzo potrafią zmienić sposób patrzenia na świat i innych ludzi. Jesteśmy z natury skupieni na sobie. To, co przeżywamy, wydaje się najważniejsze. Przez to często nie dostrzegamy bólu innych, bo sami jesteśmy zanurzeni we własnych problemach.
Myślę, że właśnie o tym jest ta książka. O dostrzeżeniu, że każdy niesie coś, z czym mierzy się każdego dnia. Czasem ogromnym wyzwaniem jest już samo wyjście z domu, a czasem coś zupełnie innego. Takie historie pokazują, jak bardzo się od siebie różnimy i jak niewiele o sobie nawzajem wiemy. Ktoś, kto codziennie się uśmiecha, może skrywać głęboką ranę. Ktoś chłodny i milczący może cierpieć bardziej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Sama Yuki daje wiele cennych lekcji. Przyjmuje rzeczy takimi, jakie są. Bez złości, irytacji czy oceniania. Po prostu akceptuje rzeczywistość. Ona i jej mąż pochodzą z dwóch różnych światów, a jednak oboje chcą zrozumieć perspektywę tej drugiej osoby. Tak mogłoby być nadal, gdyby nie jedna chwila, która na zawsze odmieniła życie bohaterki.
Tańczące filiżanki to książka dla czytelnika, który się nie spieszy. Dla kogoś, kto nie szuka nieustannej akcji, kolejnych zagadek i napięcia. To opowieść, która odkrywa przed nami coś, co czasem bywa głęboko ukryte. A kiedy w końcu odnajdujemy odpowiedź, w głowie pojawia się ciche: „Aha... więc o to chodzi”.
Dla mnie była to piękna, delikatna i spokojna podróż. Dokładnie taka, jakiej potrzebowałam w ostatnim czasie. A picie zielonej herbaty podczas lektury tylko spotęgowało emocje, które odnalazłam na jej kartach.
Polecam i zachęcam do odwiedzenia tej niezwykłej herbaciarni...
Komentarze
Prześlij komentarz