Roksana Samagalska Smaki Szczęścia - recenzja / Czy to była książka dla mnie? – osobista opinia

 Witajcie

 

Zastój czytelniczy nadal trwa, ale nie poddaję się i wciąż szukam książki, która sprawi, że moje serce zabije mocniej i nie będę chciała odłożyć jej aż do samego końca. Walczę dzielnie, dlatego w ostatnim czasie udało mi się skończyć przyjemną lekturę, jaką okazały się Smaki szczęścia Roksany Samagalskiej. 

Książkę wygrałam w konkursie na Instagramie. Do udziału skłonił mnie ciekawy opis oraz bardzo dobre opinie czytelników. Lubię literaturę obyczajową, ale czy Smaki szczęścia rzeczywiście mnie porwały? Zapraszam na moją dzisiejszą recenzję.

 

Smaki Szczęścia książka
Roksana Samagalska Smaki Szczęścia - recenzja

 Laura wraca z warsztatów cukierniczych w Warszawie. Uwielbia piec słodkości, jednak do tej pory nie potrafiła przekonać się do tego, by robić to na pełen etat. Tym razem postanawia zawalczyć o siebie i swoje marzenia. W drodze rozmawia ze swoją przyjaciółką, która kibicuje jej z całego serca i cieszy się, że Laura w końcu zdecydowała się robić to, co naprawdę kocha. To moment, w którym bohaterka chce przestać żyć według scenariusza wybranego przez ojca, a zacząć żyć w zgodzie ze sobą.

Emma z kolei znajduje się na życiowym zakręcie. Jej małżeństwo się skończyło, wpadła w trudną relację z alkoholem, a kariera pisarki wisi na włosku. Od dawna nie ma weny twórczej, a jej myśli wciąż krążą wokół byłego męża. Chce za wszelką cenę ratować swoje małżeństwo, jednak stany depresyjne i lęki biorą górę. Podejmie decyzję, która w ułamku sekundy całkowicie odmieni jej życie.

Dwie zupełnie różne kobiety. Dla jednej coś się zaczyna, dla drugiej coś się kończy. Jedna chwila i jedna decyzja sprawią, że los postawi je na swojej drodze. Czy będą dla siebie wsparciem? Czy splot wydarzeń sprawi, że ich życie stanie się przyjemniejsze, łatwiejsze i pełniejsze?

Sprawdźcie sami.

Kilka słów ode mnie:

Mam bardzo mieszane uczucia względem tej lektury. Z jednej strony cieszę się, że przeczytałam ją do końca, z każdym kolejnym rozdziałem byłam ciekawa, jak to wszystko się zakończy. Z drugiej jednak muszę przyznać, że dla mnie była to książka niezwykle banalna, przewidywalna i mocno „cukierkowa”. Owszem, znalazłam w niej kilka elementów, które mi się podobały, ale mam poczucie, że to jedna z wielu powieści obyczajowych, które po prostu się czyta… i szybko o nich zapomina. 

Zawsze interesuje mnie, czy moje przewidywania co do fabuły się sprawdzą i tutaj niestety sprawdziły się niemal w stu procentach. Przeczytałam tę historię bez większych emocji. Chciałam ją po prostu skończyć, a krótkie podrozdziały bardzo to ułatwiały.

Podobało mi się ukazanie przyjaźni i wzajemnego wsparcia, czego moim zdaniem bardzo brakuje nam dziś jako ludziom. Chęć niesienia pomocy była tu naprawdę godna pozazdroszczenia. Od pierwszych stron było jednak wiadomo, w jakim kierunku pójdzie wątek romantyczny. Nie czułam ekscytacji ani „motyli w brzuchu”.

Doceniam również to, że Laura zawalczyła o swoje marzenia, choć i ten motyw jest dość często spotykany w podobnych historiach. Gdybym trafiła na film oparty na takiej fabule, prawdopodobnie nie obejrzałabym go do końca. Wątek dramatyczny został w moim odczuciu mocno rozdmuchany, by później rozwiązać się w dość łagodny sposób. Miałam nadzieję, że pójdzie to w zupełnie innym kierunku. Samo zdarzenie, które połączyło bohaterki, w mojej wyobraźni wyglądało niemal jak katastrofa, a tymczasem skończyło się na kilku siniakach i złamanej nodze. Zauważyłam też drobne niedopatrzenie fabularne Laura umawia się na obiad z rodzicami, ale do tego spotkania chyba nigdy nie dochodzi i wątek pozostaje niewyjaśniony.

 

Roksana Samagalska Smaki Szczęścia - recenzja

 

Najbardziej przeszkadzały mi jednak liczne literówki. Zazwyczaj pomijam takie kwestie w recenzjach, ale obiecałam sobie, że będę pisać szczerze. Bardzo doceniam książki, w których błędy zdarzają się sporadycznie lub są niemal niezauważalne. Tutaj było ich naprawdę dużo. Nie tylko literówki, ale też powtórzenia słów, które ewidentnie powinny zostać usunięte na etapie redakcji. To niestety duży minus tej książki.

Mimo wszystko Smaki szczęścia nie są złą powieścią. Myślę, że wiele kobiet odnajdzie w tej historii coś dla siebie, czyli emocje, nadzieję i ciepło. Wiem, że dla wielu czytelniczek będzie to książka pełna atutów. Dla mnie jednak było to przeżycie bez większych emocji i refleksji, o którym prawdopodobnie szybko zapomnę. Jeśli jednak ktoś szuka lekkiej, życiowej lektury obyczajowej, niosącej nadzieję na lepsze jutro, mogę ją polecić.

Zakończenie było dla mnie jednocześnie zaskakujące i rozczarowujące. Mimo to cieszę się, że przeczytałam tę książkę do końca. Była to dla mnie cenna lekcja czytelnicza.

Jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam ją wygrać i przeczytać. Teraz chcę podać ją dalej, by trafiła do kogoś, komu naprawdę się spodoba. Jestem pewna, że takich osób będzie sporo, świadczą o tym chociażby wysokie oceny na Lubimy Czytać. Sama jeszcze nigdy nie przyznałam żadnej książce 10 gwiazdek.

Komentarze

Copyright © Domowy Klimacik