piątek, 3 listopada 2017

Magdalena Witkiewicz recenzja "Czereśnie zawsze muszą być dwie"

360.

Cześć Kochani

Długo zastanawiałam się nad tym czy pisać Wam czemu mnie tutaj i u Was tak mało...
Myślę jednak, że Wy tak jak i ja jesteście zabiegani i wcale nie zauważacie mojej nieobecności, więc jak już wszystko sobie poukładam to po prostu znowu będę do Was zaglądała :* 

Mnóstwo rzeczy mi się skończyło, mnóstwo też otworzyłam nowych, ale sami wiecie ile zajmuje napisanie postu, więc zwyczajnie musiałam ostatnio odpuścić.
Nie odpuściłam jednak wieczornego czytania. Tę książkę kupiłam już jakiś czas temu. Czytając o niej tyle dobrego nie miałam odwagi jej zacząć, bo bałam się, że jak zacznę to odpuszczę domowe obowiązki ;) W końcu nadszedł wieczór kiedy zaczęłam ją czytać. Jak mi poszło?
Zapraszam na dalszą część postu :)





Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu wszędzie wiedzę książki Pani Magdaleny i tylko ja jako ostatnia nie czytałam jeszcze Czereśni. Miałam już na nie ochotę po przeczytaniu recenzji u Moniki. Uwielbiam taki domowy klimat, najlepiej stary dom, kominek, stare meble, jakaś tajemnica, coś z przeszłości, a do tego dobry język, który nie powoduje odbiegania myślami, a jedynie trzyma w miejscu gdzie dzieje się akcja. W tej książce dostałam to wszystko, a nawet więcej niż się spodziewałam. Byłam mniej więcej na 100 stronie i wszystko mi się tak pięknie układało w całość, ale tyle jeszcze było stron przede mną, które ciągle dawały do myślenia co też autorka jeszcze wymyśliła. 
Strony przewracały się same, a kiedy wieczorem nie miałam już siły na czytanie z wielkim żalem odkładałam ją na parapet. 
Rezygnowałam z wielu codziennych rzeczy dla niej ;) Wiele razy kładłam się do łóżka po 21, a mój mąż pytał: "Idziesz już spać?" "Nieeee... idę czytać .... :)" 

Czy muszę przedstawiać Zosię? - główną bohaterkę, która początkowo jest troszeczkę zaślepiona, ale w porę się otrząsnęła i zmądrzała ;) Czasami miałam ochotę nakrzyczeć na nią, daj już spokój on i tak Cię oszuka, ale cóż... Jak to sama powiedziała, czasami trzeba popełnić dwa razy ten sam błąd żeby czegoś się nauczyć.


O czym jest książka to przeczytacie na okładce, ja Wam tylko napiszę, że jest to przepiękna powieść, która niekiedy trzyma w takim napięciu, że nie będziecie się mogli od niej oderwać. Wszystko dzieje się szybko, nie ma tu długich sennych opisów. Wszystko dopracowane, a do tego fantastyczny język, który jest tak lekki, że nie wiadomo kiedy, a już jesteście w połowie tego grubego tomiska. 
Nie pamiętam kiedy ostatni raz przeczytałam coś co ma ponad 400 stron, od deski do deski :)




Jest to książka idealna na jesienne wieczory, ale też świetnie sprawdzi się w wakacje.
Cieszę się, że na nią trafiłam. Myślę, że wrócę do niej kiedyś, a już na pewno jest to pierwsza z wielu jakie przeczytam Pani Magdaleny.

Szukacie emocji? Historii, której nie da się zapomnieć, a oprócz tego pięknego zakończenia? Ta książka jest dla Was. 
Dodam jeszcze, że chyba pierwszy raz w życiu przeczytałam podziękowania, które nie są takie zwyczajne, a opisują jak to się wszystko stało, że książka powstała. Dopiero czytając podziękowania pojawiła się u mnie łezka wzruszenia...

Życzę sobie żebym trafiała tylko na takie piękne opowieści :)





Dane techniczne:
OPRAWA MIĘKKA, 496 STRON, FORMAT 130x197, ISBN 978-83-8075-252-8, PREMIERA 10.05.2017 , CENA DETALICZNA 36,90
źródło



Znacie?

Miłego dnia :)

18 komentarzy:

  1. Dużo czytałam recenzji na temat tej książki i wszystkie pozytywne, muszę i ja ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  2. Już kilka recenzji czytałam o tej książce z pewnością Kiedyś po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsze słyszę o tej książce. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka tegorocznych wakacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam, będąc następnym razem w Polsce poszukam jej. Ja też jak znajdę ciekawą książkę, to nie mogę oderwać się od czytania i rzucam wszystko inne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam jej, więc nie jestes w tym osamotniona ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna okładka i, z tego co piszesz, świetna treść!

    OdpowiedzUsuń
  8. Racja! Nie zauważyłam twojej nie obecności... Mam nadzieję, że mojej ty też nie ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha ha ha to już Ci mówię, że przepadłaś. Uwielbiam jej książki, każda jest inna, ale każda równie pięknie napisana. I podziękowania równie wyjątkowe :) Mi Cię brakowało, mam nadzieję, że zaraz wrócisz z pełną mocą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ładnie, to najlepiej zrobić prenumeratę ;) Mam nadzieję, że wszystko mi się w końcu ułoży i będę u Was codziennie :*

      Usuń
  10. Ja też mam ostatnio mniej czasu na zaglądanie na inne blogi - ledwie u siebie ogarniam, na pozostałe komentarze doba za krótka. Ale staram się zaglądać - i bardzo się cieszę, że dajesz znać , co u Ciebie :) Książka faktycznie wydaje się idealna na jesień - takie przyjemne i lekkie oderwanie od rzeczywistości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znam tej książki. Oj, ja rzadko czytam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Matko jedyna! A mój egzemplarze wciaz czeka na półce na przeczytanie....

    OdpowiedzUsuń
  13. Chętnie przeczytam ,nie znam tej książki.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. uwielbiam takie książki, któe się same czytają, a ja jestem na maksa pchłonieta daną historią :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo mi się podobała i zajęła mi pół nocy :) W ogóle odkryłam Magdalenę Witkiewicz - nareszcie! Tyle się naczytałam recenzji. To idealne książki na wieczór, by odpocząć, zrelaksować się. Na tyle mi się podobają, że zbieram je do swojej biblioteczki :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń